Daję zupy / Olga Mokrzycka
BWA Warszawa
do 31.01.2026Natalia Fiedorczuk o Oldze Mokrzyckiej
Niskie oczekiwania nie uczynią cię lepszą osobą. Nie staniesz się z automatu dobra, kiedy przestaniesz chcieć. Tak mówią tiktokowe feministki. Tak – w sposób bezpośredni i pozbawiony kompromisu odczuwam malarstwo Olgi Mokrzyckiej.
Mokrzycka snuje opowieść o kobiecie na skraju: pląsającej po planszy trybu usługowego, seksualnej atrakcyjności, samodoskonalenia, pracy emocjonalnej. Bohaterki jej obrazów mają giętkie, miękkie kończyny, które nie tyle utrudniają poruszanie, co manifestują nieustanne testy wytrzymałościowe materii własnego ciała. Spotretowane kobiety nie są symbolami, które łatwo wciągnąć na feministyczne sztandary, zwodza i uwodzą. Przypominają ilustrację popularnego, rymowanego memu – “na pozór zwykła dziewczyna, a w środku ledwie się trzyma”. Kiedy myślisz, że kobieta już, zaraz, za chwilę się rozsypie, ta wstaje, otrzepuje spódniczkę i strzela w oponenta samodeprecjonującym żarcikiem. Beng, groźba dekompensacji zażegnana, na twarzy zostaje pobłażliwy uśmieszek, jednak smuga niepokoju i dyskomfortu, że żart był nieco zbyt prawdziwy i bolesny - zostaje.
Badacze kultury wskazują, że pandemia Covid – 19 napędziła zjawisko nieśmiało nazywane piątą falą feminizmu albo - feminizmem cyfrowym, chociaż jego źródeł upatrywać można w burzliwych latach dziesiątych dwudziestego pierwszego wieku - na przykład w potężnej fali ruchu #MeToo. Hasztagowa kampania, o której słyszało większość kobiet w zglobalizowanym świecie uruchomiła to, o co walczyły nasze feministyczne matki i babki – uwspólnienie doświadczenia, szczególnie doświadczenia opresji na poziomie emocjonalnym. Po tym co stało się w 2017 roku cyfrowy firmanent zaczeły zapełniać inne, uwspólniające, kobiece hasztagi, nie tylko związane z bezpośrednim doświadczeniem nadużycia seksualnego, ale trafnie i bezlitośnie opowiadające o systemach nierówności, których kobiety stają się nieświadomymi, przeciążonymi zakładniczkami.
I o ile obrazy artystki zostawiaja na odbiorcach i odbiorczyniach potencjalną smugę niepokoju, to kontekst tekstualny wystawy, który mam ogromny zaszczyt otwierać moim tekstem, może korzystać z opowieści znacznie bardziej występnych i bezpośrednich.
Ten ton narracyjny moim zdaniem idealnie wpisuje się w przemiany języka, którego narzędziem i polem są nowoczesne media społecznościowe – miejsca gdzie ideologiczne inby współistnieją z obszarami niespotykanego umocnienia i wspólnotowości.
Malarstwo Mokrzyckiej nie jest sztuką bezpośrednio zaangażowaną społecznie, ale bezpośrednio opowiada o palącej potrzebie takiego zaangażowania. Malarstwo Mokrzyckiej znalazło również swoich odbiorców nie przez klasyczne praktyki gateopeningowe (system wystaw, konkursów, rezydencji, poleceń kuratorskich), ale za pośrednictwem Instagrama. Wreszcie - malarstwo Mokrzyckiej jest formalnie skonstruowane w perfekcyjny dla współczesnego aparatu poznawczego sposób – jest równocześnie impresyjne i przemyślane; krotochwilne i precyzyjne. Zabawna na pierwszy rzut oka figuracja, sugerująca błahostkę, żarcik, kobiece bzdurki zestawiona jest tu w równoprawnej diadzie z desperacką uważnością na efekt każdego gestu malarki, w sposób dojrzały i chłodny rozumiejącą swój warsztat. “Ciężka lekkość” jest tutaj aż nazbyt niepokojącym oksymoronem - infantylizowane przez społeczny odbiór doświadczenie kobiecości okazuje się figurą niemożliwą a oczekiwania stawiane płci – absurdalne.
BWA Warszawa
Marszałkowska 34/50
Warszawa
00-554
- poniedziałek
- Zamknięte
- wtorek
- 12:00 - 19:00
- środa
- 12:00 - 19:00
- czwartek
- 12:00 - 19:00
- piątek
- 12:00 - 19:00
- sobota
- 12:00 - 16:00
- niedziela
- Zamknięte