Wojna i taniec / Bogusław Bachorczyk
Lisowski
19.06.2026 - 18.07.2026Sedno praktyki Bogusława Bachorczyka ujawnia się w zdaniu, które usłyszałem od niego kiedyś podczas pracy nad dużym obiektem wykonanym z drewna: „Mało jest w moim dorobku rzeźby, prawdziwej rzeźby, gdyż większość swoich prac przestrzennych tworzę poprzez dodawanie elementów, a nie odejmowanie materii”. W istocie wyrażona w tym zdaniu reguła stosuje się nie tylko do przestrzennych asamblaży czy instalacji. Również płótna i rysunki Bachorczyka przerastają własne podłoże. Artysta wynajduje w nich stale nowe relacje pomiędzy kolażowo zestawianymi elementami, a czasami przetwarza pewne motywy w nieskończoność, jak gdyby dodając kolejne warstwy do świata budowanego na przestrzeni całego dorobku. Niekiedy można odnieść wrażenie, że sztuka stanowi dla Bachorczyka wyrafinowany rodzaj zbieractwa… Jego praktyka może w takich momentach wzbudzać skojarzenia z modernizmem spod znaku George’a Pereca czy Waltera Benjamina, którzy w swoim pisarstwie utrwalali mieszczański świat pierwszej połowy XX wieku, ujawniając fetyszystyczny rys mieszczaństwa i jego przywiązanie do przedmiotów.
Bachorczyk jest jednak emisariuszem z innego świata. Materiał, który przynosi ze sobą na każdą kolejną wystawę, nie pochodzi z salonów ani antykwariatów. Artysta odnajduje się lepiej na marginesach miejskiego milieu, w jego miejscach zacienionych, ukrytych, a także w rzeczywistych i symbolicznych korytarzach łączących je z innymi przestrzeniami.
Z wysokiej, mieszczańskiej sztuki Bachorczyk niekiedy zapożycza rozwiązania formalne. Prawdziwe zainteresowania i sojusze artysty zdradza jednak materialność jego prac – kolaży ze zdjęć wycinanych z brukowców, rzeźb z drewna lub metalu pochodzących z odzysku, asamblaży z obiektów wyrzucanych przez morze… Podobnych przykładów można znaleźć w jego twórczości bez liku. Im bardziej artysta dojrzewa, tym bardziej słabnie przy tym jego przywiązanie do rzeczy ładnych, a w jego miejscu pojawia się zainteresowanie tym, co osobliwe. Coraz większą wagę Bachorczyk przykłada też do historii przedmiotów, które twórczo opracowuje.
Artyście w naturalny sposób przychodzi myślenie w kategoriach kształtów, kolorów i linii. Jego formalizm pozostaje jednak nawiedzany przez rozmaite zjawy – w tym duchy wykluczenia, tułaczki, a nawet wojny. Jeżeli artysta przypomina dziś swoje prace z drugiej połowy lat 90., inspirowane rosyjskim baletem, nie jest to przypadek. Bachorczyk często powraca do motywów eksploatowanych wcześniej we własnej twórczości, a najchętniej do tych, z którymi w danym momencie najtrudniej nawiązać relację – trzeba ją dopiero wytworzyć (a czasem po prostu pogodzić się z dystansem). Ważną klasą obiektów i obrazów, które przetwarza w swojej najnowszej twórczości, są również te przypominające o jego wiejskim pochodzeniu. Jeszcze inną – te powiązane z polskimi historiami gentryfikacji po 1989 roku. Artysta doświadcza jej na co dzień w Krakowie jako mieszkaniec centrum miasta i organizator Naszego Ogródka im. Dereka Jarmana – artystycznej inicjatywy przy ulicy Czystej, która powoli niknie w cieniu kosztownych apartamentowców. To pewnie jeden z powodów, dla których praktyka Bachorczyka zdaje się coraz mocniej ciążyć ku estetykom i postaciom, które wadzą się ze światem zdominowanym przez kapitał i (drobno)mieszczańskie normy.
Sztuka Bachorczyka jest queerowa w co najmniej dwóch zazębiających się znaczeniach. Pierwsze wiązałoby się z jej „bujnością” i addytywnym charakterem – do swego twórczego świata artysta dodaje co rusz kolejne elementy, jak gdyby nie mógł pogodzić się z „utknięciem” w jednej formie, jednej strategii twórczej, jednym języku. Jako queerową określiłbym w tym kontekście potrzebę ciągłego wymyślania siebie na nowo i brak zaufania do zastanych konwencji (współ)istnienia i (współ)tworzenia. Na inny, lecz blisko związany sposób rozumienia tej kategorii naprowadzić może szczególna towarzyskość Bachorczyka (i jego twórczości). I w ogródku, i poza nim artysta angażuje się chętnie w bliskie współprace, a krąg bliskich mu – oraz jego praktyce – osób jest całkiem ekscentryczny. Dosłownie: daleki
od centrum, a zwłaszcza tych salonowych centrów, które osądzają, czym jest właściwa sztuka, odpowiednie zachowanie czy dobry gust. Pracując w miejscach „konsekrujących” – jak choćby Akademia Sztuk Pięknych – Bachorczyk nie zgrywa świętego i sprzymierza się z tymi, którzy pozostają w cieniu. Poszukuje też sposobności, by właśnie w takich miejscach robić rzeczy, w których lubuje się najbardziej – na przykład wywoływać zjawy albo pielić grządki.
Arkadiusz Półtorak
Lisowski
Chmielna 8
Warszawa
00-020
- poniedziałek
- Zamknięte
- wtorek
- Zamknięte
- środa
- 14:00 - 20:00
- czwartek
- 14:00 - 20:00
- piątek
- 14:00 - 20:00
- sobota
- 14:00 - 20:00
- niedziela
- Zamknięte