Na wskroś
Turnus
do 28.02.2026Trin Alt, Cezary Bodzianowski, Kuba Stępień
Zaczynam widzieć zwykłe rzeczy inaczej – na wskroś – gdy uświadamiam sobie, że o czymś mi przypominają. Klapowy karton, puste pudełko po pastylkach, jaskrawa wytłaczanka na jajka – ich materialna wartość jest znikoma, ale przenikliwość, z jaką na mnie działają, jest niewspółmiernie ostra, gwałtowna i magiczna. Tymczasem, obecności innych przedmiotów – bardzo bliskich, codziennych, użytkowych – wcale nie odnotowuję. Nie widzę ani tego co z nimi robię, ani tego, co one robią ze mną. Bardzo często okazuje się, że to właśnie one – czy tego chcę, czy nie – pracują na mój wizerunek, współtworząc lub wręcz odbijając moją tożsamość.
Tytuł wystawy odnosi się do metody, jaką mogli – w różnych kontekstach – przyjąć Trin Alt, Cezary Bodzianowski i Kuba Stępień. „Na wskroś” oznacza „na przestrzał”, „całkowicie”, „do głębi”, „od początku do końca”. W okolicznościach wystawy odsyła do sposobu postrzegania i przeżywania, zarówno rzeczy pomijanych, niepełnych lub zniszczonych, jak i skojarzeń oraz kontekstów, które wokół nich narosły. Określa percepcję, która rozpoznaje i docenia potencjał narracyjny zawarty w zwykłych przedmiotach.
W pracach Cezarego Bodzianowskiego „Liczby i miary” oraz „Metro” – charakterystyczne dla twórczości artysty – przebarwione, zużyte torebki po herbacie ustawione są w szeregach. W pierwszej pracy, ekspresówki przystają do siebie wszystkimi krawędziami, jak gdyby zostały na powrót ułożone w fabrycznym opakowaniu. Skonstruowana z nich harmonijka, z której wystają sznurki z supełkami jest zawieszona nad plastikową zmiotką do kurzu, która sugeruje niechybny transport. W „Metrze”, ususzone herbaciane „szczurki” gniotą się niedbale w otworach w metalowej ramie, która kształtem przypomina wagon. Torebki dotykają się chaotycznie, niby walcząc o swoje miejsce. Zwisające, nieregularnie rozmieszczone sznurki przypominają miarkę. W praktyce są to prace w całości z codzienności. Artysta często ingeruje w jej rytm, wydobywając poezję z najbardziej prozaicznych przedmiotów. Chwyta przy tym za to, co znane, ale nierzadko zbyt przezroczyste, zbyt banalne, aby zostać w pełni dostrzeżone.
Rutynowość jest wbrew pozorom pełna metafor, które pozostawiają ją otwartą na skojarzenia. Mimo, że jako taka nie przyjmuje żadnej fizycznej formy, ujawnia swoje istnienie w automatycznych zachowaniach lub sposobach działania, często nabywanych przez powtarzanie. Przestrzeń domowa i zgromadzone w niej przedmioty to w sztuce Trina Alt punkt wyjścia do tworzenia opowieści o subiektywnym doświadczaniu domu i rutyny. Alt tworzy asamblaże z używanych prześcieradeł, poszewek na poduszki, kołder i innych materiałów, a także przedmiotów wykonanych z kartonu i gipsu. Sprowadzone do obrazowej formy obiekty kultywują dyskretną pamięć o użytkownikach poplamionych i zużytych tekstyliów. Jednocześnie, niczym pejzaże miejskie, sprawiają, że codzienność wydaje się znacznie większa, a więc bardziej imponująca, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.
Częste, świadome zmiany perspektywy sprawiają, że codzienne życie staje się dynamicznym źródłem inspiracji, intencji i nowych możliwości. Kuba Stępień latem tego roku żyła i pracowała w swoim rodzinnym Bełchatowie. Podłożem jej prac z tego okresu, oprócz płócien, stały się materiały krawieckie odnalezione na strychu, a także tablice korkowe. Te ostatnie, kojarzone z doświadczeniem wczesnoszkolnym, same w sobie nie mają inherentnych cech – to sprawczość nadaje im unikalnego charakteru. Stępień zapisała na nich sceny, które niosą za sobą emocjonalny ładunek otoczenia oraz uniwersalność motywów z życia. Wykorzystała do tego własną technikę przenoszenia tuszu na podłoże za pomocą kleju i śliny. Chociaż niektóre z tych prac to portrety grupowe, w istocie wciąż stanowią one formę autoportretu. Ich niepokojąca jakość może wynikać z poczucia bycia „spoza”, przeznaczonego dla tych, którzy definiują właściwości swojej sztuki przez różnego rodzaju transgresję, od społecznych oczekiwań do własnych, utartych sposobów działania.
Do pewnego stopnia łatwo pokłócić tę koncepcję z „wydawać się” lub nawet „wierzyć”. Jednak „na wylot” można raczej „znać”, niż „sądzić”.
Jess Łukawska