Jestem tu i wiem co mam robić / Estera Mrówka, Julek Wierzchowski, Marlena Biczak, Monika Szydłowska, Paweł Krzywdziak, Witold Winek
Pawilon Bliska 12
18.09.2026 - 27.09.2026Szanowni Państwo,
to, co tutaj robimy, jest pewnego rodzaju eksperymentem, ponieważ kurator, czyli osoba pisząca te słowa, zajmuje się zupełnie inną dziedziną sztuki, słowem: nie mam pojęcia o warsztacie grafika i graficzki. Niemniej to spotkanie jest nieprzypadkowe, ponieważ to, co chcemy zrobić, to opowiedzieć o grafice warsztatowej bez mówienia o niej. Zatem najlepszą osobą do podjęcia się tego zadania jest ktoś, kto się na tym po prostu nie zna. W naszych rozmowach pojawia się wątpliwość: czy istnieje możliwość opisania wystawy grafiki bez opowiadania o warsztacie? Czy w grafice warsztatowej może istnieć temat zupełnie zewnętrzny, który nie jest związany z medium? Przecież tutaj na początku zawsze jest medium, natomiast sam temat wykuwa się w roboczogodzinach w pracowni – zupełnie na odwrót, niż mogłoby się wydawać. Początkowo napisanie niniejszego tekstu jawiło mi się jako zadanie niezwykle karkołomne, wręcz skazane na niepowodzenie, niemniej jeśli to Państwo czytacie, to wiecie, że zadania tego się podjąłem.
Działania Kolektywu E/A charakteryzują przede wszystkim długotrwałość procesu, wysoki próg wejścia, mozolność, żmudność, wytrwałość, porażki, ciągłe ćwiczenia i powtarzalność. Można by pomyśleć, iż jest to opis przedstawiający zmagania aspirującego sportowca – nic bardziej mylnego. Jednak to sportowe porównanie nie jest zupełnie pozbawione sensu, ponieważ artyści nieustannie doskonalą swój warsztat plastyczny – dążąc do perfekcji. Paweł Krzywdziak pisze, że jest to medium kontemplacyjne a Marlena Biczak odnajduje w nim wartość medytacyjną. Treningi, powtarzalność ruchów, idealne zgranie w czasie, pewność siebie i znajomość techniki zapewniają najlepszy wynik. Szczególną wartość – jak wspomina Julian Wierzchowski – mają prace [graffiti] zrealizowane w odległych miejscach; trochę jak gol strzelony na wyjeździe – to zawsze cieszy się większym uznaniem. Również kontuzje i urazy są wspólne dla tych dwóch zawodów: odciski, ból pleców, rany kłute, wbite drzazgi i trujące opary. Według Wolfganga Welscha współczesny sport stał się aktywnością dziejąca się w polu estetyki a nie etyki, co czyni go działalnością pokrewną do twórczości artystycznej.
Długotrwałość procesu technologicznego wydaje mi się ewenementem w czasach późnego kapitalizmu, kiedy czas wykładniczo przyspiesza: nadmiar informacji, kolonizacja uwagi, fast fashion, fast life, działanie, produkowanie, kupowanie – najlepiej wszystko w systemie 24/7. To przebodźcowanie i dopamine rush wydaje się w zupełności omijać tą część działalności artystycznej. Twórcx posługujący się medium graficznym, spędzają ze swoimi pracami chyba najwięcej czasu w relacji tête-à-tête; jak mawiał Picasso “gdy przychodzi natchnienie, zastaje mnie przy pracy”. Tytularna fraza Jestem tu i wiem co mam robić jest nie tylko swoistym zawołaniem ale i treścią działań podejmowanych w pracowni graficznej.
Jednak artyści podejmują próbę wyjścia poza warsztatowy comfort zone, co nie jest proste, ponieważ warsztat wciąga, zajmuje czas, jest dominujący i zazdrosny: polerowanie, dłubanie, trawienie, ucieranie, rycie, dociskanie. Ta próba realizuje się w działaniach kolektywu, artyści pokazują to, co zwykle pozostaje niewidoczne: matryce, blachy, drewno i formy używane w procesie druku. Odbiorcx nie oglądają obrazu lecz wchodzą w jego zaplecze — doświadczają przestrzeni przeciążonej procesem. Materialny zapis pracy staje się tu odpowiednikiem współczesnego doświadczenia nadmiaru: ciągłego działania, produkowania, przetwarzania. Sam proces, mimo iż jest wysiłkiem fizycznym, to daje rozładowanie od przeciążenia wynikającego ze współczesnego stylu życia. Natomiast efektem procesu twórczego jest pozbycie się ciężaru, wyswobodzenie i uczucie lekkości.
Na wystawie Jestem tu i wiem co mam robić zostaną zaprezentowane grafiki, instalacje, rzeźby, prace wideo, tkaniny, graffiti.